Można to uznać za drugą część "czarownicy" [notka z numerem 9 z 11 maja 2008].
Księżyc już od paru godzin zdobił niebo. Wąskimi uliczkami cicho przemykała mała dziewczynka. W końcu zatrzymała się przed sklepem z brudnymi szybami i urwanym szyldem. Nie oglądając się szybko otworzyła drzwi i wemknęła do środka. W pomieszczeniu paliło się mnóstwo świeczek o różnych wielkościach i kształtach. Z niegdyś bordowych ścian złuszczała się farba, a całe wnętrze wypełniał zapach zasuszonych ziół i przypraw, z czego najbardziej wyróżniał się zapach cynamonu. Błyszczące, zielone oczy wpatrywały się w rudego kota siedzącego na ladzie przy zerdzewiałej kasie. Rudzielec leniwie lizał swoją łapę. Dziewczynka skrzywiła się lekko i podeszła do wielkiego lustra wiszącego na ścianie. Przez chwilę przyglądała się swojemu odbiciu, po czym zaczęła wyszukiwać potrzebne jej zioła. Nagle usłyszała ciche skrzypienie podłogi i skierowała wzrok na miejsce, z którego dochodził dźwięk. Za ladą stała uśmiechnięta, starsza kobieta o siwych włosach.
- Wróciłaś – powiedziała radośnie.
Na twarzy szmaragdowookiej pojawił się grymas niezadowolenia, a ona sama podeszła do kasy i położyła przy niej dwie złote monety. Wybrane składniki schowała do skórzanej torby i ruszyła w kierunku wyjścia. Zanim staruszka zdążyła powiedzieć coś jeszcze dziewczynki już nie było. Tylko w lustrze wciąż widoczne było odbicie gościa cynamonowego sklepu w bladoniebieskiej sukience, mocno ściskającego w ręce szmacianką lalkę.
z dala od wszystkiego
zawieszona w cieniu
bez światła dającego nadzieję
niewidzialna
pogrążona w niebycie
pod zamkniętymi powiekami
zrodził się mroczny świat
którego cząstki wydobyte zostały
z zapomnianych zakamarków umysłu
niegdyś radosnej na pozór istoty
mimo otwartych szeroko oczu
niczym ślepiec
przedziera się przez gęsty las
słyszy jedynie cichy szelest
niewidocznych liści
choć nie czuje powiewu wiatru
atakujące myśli tworzą lukę
i do ciemnego świata przedziera się światło
oślepiające dziewczynę
zewsząd daje się słychać śmiech
nieprzyjazny
chłodny i cyniczny
tak dobrze znany
przyspieszony puls dudni jej w uszach
i wymusza kolejne kroki
w stronę znajomego zapachu
idzie z wyciągniętymi przed siebie rękami
na twarzy błąka się uśmiech
który zamiera
i zamienia w grymas bólu
nicość ją wzywa
dlaczego?
tajemnica
nie dla mnie nagrody i zaszczyty
tylko cicha ciemność i spadające gwiazdy
otulający pustką mrok
nieprzenikniony
niebezpieczny
wśród istot o czarnych skrzydłach
odnajdę swoje miejsce
i spokój którego nigdy nie zaznam
i przechadzając się pośród płomieni
pomyślę że zawsze chciałam tu być
że nie istnieje rzeczywistość lepsza od tej
będę patrzeć na wszystko z obojętnością
z wyuczonym chłodem i opanowaniem
a przede mną stanie anioł
jego blask rozświetli ciemność
białe skrzydła przyniosą delikatny zapach
pełen ciepła i czegoś jeszcze
i wtedy pojawi się on
z ironicznym spojrzeniem
z cynizmem na ustach
z niedbałą lecz pełną gracji postawą
i wyciągnie do mnie zimną dłoń
którą przyjmę z wdzięcznością
i uczuciem
głęboko skrywanym
okrytym zapomnieniem i niewiedzą
i wtedy pomyślę
że zasłużyłam
i zniknę
tym razem na zawsze
krótkie pożegnanie
radosny okrzyk
chwila szoku
szybka reakcja
oślepiające światło
niebo zasnute
szarymi chmurami
woda lejąca się ze sklepienia
rozmazująca widoczność
metaliczny smak w buzi
ona lekko uśmiechnięta
patrzy w górę
leżąc na mokrej jezdni
czerwona posoka
wpływa z jej ust wąskim strumieniem
krople deszczu padające do oczu
na twarz
rozmywające kałuże krwi
wokół nieruchomego ciała
urywany oddech
niewidoczna łza
i ten uśmiech
delikatny
pełen szczęścia
urwana myśl
opadające powieki
a w oddali cisza
niedokończone pożegnanie
i rozpaczliwy krzyk
wir myśli
wspomnienia
ponad 15 lat miga przed oczami
i wszystko jest...
takie niedobre
smutne
pełnie rozczarowań i cierpienia
zastanawiasz się
dlaczego?
co się z tobą dzieje?
to tylko chwila
przedłużająca się w nieskończoność
ciche łkanie
krótki szloch
płynące łzy
czy coś jest źle?
czy coś jest nie tak?
pustka w głowie
bezsilność
nie ma cię tu, a jednak jesteś
i życie zaczyna się od nowa
będzie dobrze
kiedyś
gdy słońce zgaśnie
i zniknie świat
a my wraz z nim
i nasze troski ulecą
i smutki odejdą
i płacz umilknie
w ciągu sekundy
minie wszystko
i nic pozostanie
wtedy narodzimy się na nowo
w nowym miejscu
wśród nowych istot
i będziemy piękni
będziemy beztroscy
ciesząc się tym co mamy
nie wiedząc o tym czego mieć nie możemy
i czas zacznie płynąć
dla nas
a nie przeciwko nam
Mój jedyny "twór" o miłości.
i Twoje spojrzenie utkwione
w szarofioletowych chmurach
sunących po bladoniebieskim niebie
i Twój uśmiech skierowany
ku świecącym promieniom
złotej gwiazdy
i Twoje włosy wznoszone
z czcią
przez delikatny wiatr
i Twoje dłonie dotykające
płatków czerwonej róży
niczym największego skarbu ziemi
i Twoje serce bijące
najciszej jak potrafi
by nie zbudzić ze snu kołyszących się traw
i Twoją duszę całą
przemierzającą świat
i Ciebie całego
za zamkniętymi powiekami
rodzi się świat
pełen kolorów i radości
pozytywny
czysty
za zamkniętymi powiekami
jawią się marzenia
pełne spełnionych oczekiwań
tajemne
szczęśliwe
za zamkniętymi powiekami
szydzą z nas zjawy ze snów
szydzą z naszego świata
z naszych marzeń
a my?
my uśmiechając się beztrosko otwieramy oczy
i przelewamy
świat, marzenia
spod przymkniętych powiek
by je chronić...
zniszczyć?
W nocnym niebie
przejrzystym
odbijają się ludzkie nadzieje
niezmienna cisza
pochłania krzyki cierpienia i rozpaczy
łkanie dziecka
ciemność nieprzenikniona
chowa kałużę krwi
płynące po policzku łzy
udawany spokój
skrywa w sobie tajemnicę
nieodkrytą
zapieczętowaną w chwili słabości
Było bardzo wcześnie. Niebo przybrało mleczny kolor, który zlewał się z grubą warstwą mgły unoszącej się tuż nad zmokniętym, zimnym podłożem. Mała brązowowłosa dziewczynka bawiła się szmacianą lalką nad brzegiem przejrzystej rzeki. Podniszczona zabawka z żółtymi lokami z włóczki ubrana była w niebieską sukienkę. Właścicielka odkąd sięgała pamięcią, zawsze miała przy sobie „Lucy”. Nikogo nie kochała tak jak jej, a mimo to, nie potrafiła pozbyć się uczucia zazdrości pojawiającego się, gdy patrzyła na żółtą czuprynę. Och, jak ona chciała mieć takie włosy - lokowane w kolorze pszenicy. I niebieskie oczy, a nie wściekle zielone. W wiosce, w której mieszkała z babką nie miała żadnych koleżanek ani kolegów. Wszystkie dziewczynki uciekały na jej widok, a chłopcy przezywali ją czarownicą. Działo się tak, ponieważ babcia szmaragdowookiej była zielarką, jak i dlatego, że małą uwielbiały koty. Ili przyzwyczaiła się do samotności. No i zawsze miała Lucy. Dzień spędzała zwykle nad rzeką, jak teraz. Bawiła się lalką lub zbierała kamyki. Zdarzało się też, że uczyła się zielarstwa. Pogoda nie miała dla niej znaczenia. Wiedziała, że jest dziwna. Lubiła deszcz, mgłę i świtanie. Nie przeszkadzały jej przymrozki. Uwielbiała chodzić boso po kamieniach na wodzie i leżeć wśród kwiatów na łące. Nie bała się owadów ani żab. Czuła, że to spowodowało, że jest wyrzutkiem i denerwowało ją to. Dlatego tak postąpiła. Nie chciała dłużej słuchać tych okropieństw na swój temat. Mgła się przerzedziła. Odwróciła się w stronę wioski, a w oczach zagrały jej dziwne iskierki. Patrzyła, jak miejsce, w którym mieszkała od ośmiu lat płonie. Uniosła lekko kąciki ust i ścisnęła mocniej Lucy. Była z siebie zadowolona. Ruszyła wolno brzegiem rzeki i pomyślała, że jak na pierwsze czary poszło jej całkiem dobrze.
Broń Boże, to nie ma nic wspólnego z Harry'm Potter'em i z machaniem patykiem!
Biegła już dłuższy czas. Wkładała w to wszystkie swoje siły, a nadal nie odczuwała zmęczenia. Wiedziała, że to tylko złudne wrażenie. Jej bose stopy krwawiły, zostawiając za sobą niewielkie ślady. Księżyc oświetlał jej drogę między budynkami. Nie wiedziała czy ich zgubiła, dlatego biegła dalej. Po pewnym czasie zaczęła zwalniać, ale gdy tylko usłyszała głośne krzyki przy drugim końcu uliczki ponownie przyśpieszyła. Do błękitnych oczu napłynęły łzy, a w głowie pojawiły się tysiące myśli. Nie tak to sobie zaplanowała, ale cóż mogła teraz poradzić? Musiała uciekać przed grupą napalonych pijaków, którzy zauważyli ją siedzącą samotnie w gospodzie. Czuła, że pomału braknie jej sił, ale nie poddawała się. Wybiegła na plac główny i wtedy to się stało. Wpadła na wysoką postać w czarnym płaszczu. Upadłaby, gdyby mężczyzna, bo zakapturzona osoba okazała się nim być, nie złapał jej w ramiona. Przerażona dziewczyna spojrzała zapłakanymi oczami na twarz nieznajomego, a on, wyczuwając jej strach uśmiechnął się ciepło i szepnął, że nie musi się bać, że nie chce zrobić jej krzywdy. W myślach zastanawiał się, co doprowadziło do płaczu tą piękną istotę. Po chwili na plac wpadła zgraja podpitych mężczyzn, którzy wpatrywali się w drobną dziewczynę spoczywającą w bezpiecznym uścisku tajemniczego młodziana. Już mieli wszcząć bójkę, gdy zauważyli, że zbliża się w ich stronę znacznie więcej osób. Spojrzeli jeszcze raz na płaczącą dziewczynę, którą nieznany delikatnie głaskał po jedwabistych, kruczoczarnych włosach i odeszli klnąc siarczyście. Chłopak z dziwnym niepokojem w sercu zdążył jeszcze tylko zanotować sobie w pamięci, że pierwszy raz nie czuje chłodu i obudził się, nie wiedząc, że parę domów dalej wyrwana ze snu została dziewczyna o smutnych, błękitnych oczach, pamiętająca jedynie zimne dłonie.
Najstraszniejsze w moim prawdziwym życiu jest to, że wszystko robie dla innych lub dlatego, że muszę. Zbyt wiele uwagi i czasu poświęcam swojemu światu – podświadomości i marzeniom. W realnym świecie nie ma tego, co mnie najbardziej pociąga. Gdyby „to” istniało naprawdę, poświęciłabym się temu i byłbym gotowa ciężko pracować, by móc to osiągnąć, by to umieć. Tu gdzie wszystko jest przewidywalne i gdzie nie dzieje się nic niezwykłego, nie potrafię znaleźć rzeczy, której mogłabym się oddać. Nic mnie nie interesuje i nic nie jest dla mnie ważne. Nie należę do tego świata, nie jestem jego częścią. Ja nie żyję, ja jedynie istnieję. Czasem myślę, że odnajdę się, gdy umrę, ale ja przecież tylko istnieję. Boję się śmierci, ale czy słusznie?
Gdyby się tak zastanowić.
Czym jest życie? Czy śmierć musi być złem koniecznym? Czy coś, przez co wszyscy muszą przejść może być złe? A może nasz koniec jest dopiero początkiem? Skąd bierze się moc i siła, które nas przepełniają w wyjątkowych sytuacjach?
Życie pojawia się tylko tam, gdzie jest śmierć.
gdy los wyciągnie do ciebie rękę
odmówisz mu z uśmiechem
i odwrócisz się
wtedy po policzku spłynie samotna łza
i uniesie się cichy szept
już za późno
czym jest miłość?
miłość jest niedoścignionym marzeniem
snem, którego nie da się urzeczywistnić
jest jak Mona Liza
na wyciągnięcie ręki
uśmiecha się
kusi
a ty nie możesz jej dotknąć
nie możesz z nią obcować
możesz patrzeć
i choć często wydaje ci się, że wyszła z ram
i przyszła do ciebie
to tylko złudzenie
kochasz i dajesz wszystko
robisz, co tylko powie
zaślepia i odchodzi
a ty zostajesz z niczym
tylko ty i twoje zniszczone życie
i wtedy już wiesz, że to nie była miłość
bo miłość nie istnieje
zainspirowane książką Jana Stępienia „Pierwsze doznania„
polały się czarne łzy po policzku
wąskim strumieniem
tysiące myśli
przed sobą porwany list
na nowo ułożony w całość
trudne do odczytania wyrazy
zmazane przez krople rozpaczy
i tylko jedno słowo
wciąż bijące ciepłem
tęsknie
czekała na niego
od świtu do nocy
od zmierzchu do poranka
a on
nigdy nie przyszedł
pisał tylko tęsknie
przepraszam
____________________
zdjęcie znalezione na komputerze, przerobione przez autorkę szablonu
szablon wykonała Inés
więcej na graficznej garderobie
całość sponsoruje mylog